Dotarłam jednak z córką pod Bombardiera (ku zdziwieniu koło przejazdu kolejowego po drodze było wejście w stylu zejścia do metra- którego jak wiadomo tam nie ma). Grzesiek mimo zaplanowanego ważnego spotkania - musiał zostać dłużej w pracy. Rzucałam gromami, bo cały mój misterny plan legł w gruzach. Stałyśmy pod bramą bezsilne, Grzesiek pracował w zasięgu wzroku przy wielkiej przesuwnicy , którą transportowali pudło lokomotywy. Nagle wyszedł kierownik z Bombardiera. Powiedział , żebym się nie denerwowała, że w rekompensacie za stracony czas i nerwy, będziemy mogli kiedyś zwiedzić zakład. I poszedł. Za chwile wrócił i zaprosił nas do środka, bo skoro i tak czekamy, to zwiedzimy w tym czasie zakład.
Kiedyś byłam tam, ale Grzesiek opowiadał co tam jest zza płota, wiec hale oglądałam tylko z zewnątrz. Tym razem chodziliśmy z miłym kierownikiem zwiedzając te wszystkie hale od środka. Pan mógł opowiadać i opowiadać. Lokomotywy, wagony, wózki, malarnia.... plany, kontrakty itd.
Hale cieżko ogrzać , przebudowa nie jest możliwa, jest to obiekt historyczny.
Polecam mapę dużych tego typu wrocławskich zakładów oraz sieć komunikacyjna:
http://dolny-slask.org.pl/680011,foto.html?idEntity=555191
warto kliknąć .
Linke Hofmann Werke - to teren dzisiejszego Bombardiera.
